
środa, 23 czerwca 2010
hostessy.

czwartek, 17 czerwca 2010
karmienie piersią jest najlepszym sposobem żywienia niemowląt.
Pokarm matki dostarcza dziecku:
- wszystkich niezbędnych składników odżywczych w optymalnych ilościach
- naturalnych przeciwciał chroniących niemowlę przed infekcją
- jest zawsze świeży i jałowy
- ma właściwą temperaturę
- zmienia się przez cały okres laktacji,dostosowując się do potrzeb dziecka
Dlaczego nie można tych wszystkich zalet wykorzystać w karmieniu dorosłego mężczyzny? Można by połączyć przyjemne z pożytecznym. Gdyby stan laktacji udało się utrzymać przez cały okres życia kobiety uprościłoby to sprawę przygotowywania posiłków mężowi. Choć z drugiej strony mam świadomość jaki ból i cierpienie przynosi matce karmienie piersią a nikt nie lubi kiedy kobieta się smuci. No i dorośli mężczyźni lubią jednak czasem zjeść coś konkretniejszego niż taka biała woda. Niemniej jest to ciekawe zjawisko i myślę, że w przyszłości będę miał okazję przyjrzeć się mu bliżej. Pozdrawiam wszystkie ciężarne oraz karmiące.
środa, 16 czerwca 2010
koń.
Pamiętacie tę reklamę "bo koń to..."? Ona akurat dotyczyła poważnego tematu, lecz uważam, że zwierze to nie powinno być tak niedoceniane. I wcale nie chodzi o bezsensowne siadanie im na grzbiecie i podskakiwanie jakby owsiki nam się dopierały do tego... tam. Kooń, w gospodarstwie potrzebny bardzo jest. Nie świadczy o zacofaniu farmy. W państwach bardziej rozwiniętych niż nasz, tj. we Francji, w Niemczech na nowo odkryto drzemiący w koniach potencjał. Do tego stopnia, że inżynierowie opracowują specjalne maszyny, które tą końską moc wykorzystają. Niesamowite. A ileż to paliwa można zaoszczędzić zaprzęgając takie zwierze do pracy, hyy... Konie, jak to ludzie, też się ze sobą porozumiewają. Kiedyś widziałem nawet aplikację do telefonu, która służyła do tłumaczenia mowy popularnych zwierząt hodowlanych. Zastanawiam się, czy konie rozmawiają ze sobą czasem o tym, dlaczego to właśnie one muszą ciągnąć za sobą te furmanki, pługi, w wyjątkowych okolicznościach karoce. Przecież jest tyle zwierząt na ziemi, aż ciężko zliczyć je wszystkie. W każdym razie daleko szukać nie trzeba. Weźmy pierwszą lepszą z brzegu krowę. Toż to prawie koń, tylko między nogami jakby więcej jej wisi. Cóż wielkiego by się stało, gdyby takiej polskiej czerwonej pług dwuskibowy zaczepić? No przecież by się nie rozpłakała. Można by nawet czaprak, siodło, ogłowie założyć i do kościoła na sumę podjechać. Są i mniejsze zwierzęta. Króliki na ten przykład. Gdyby tak wyuczyć je wygrzebywania ziemniaków. Wpuściłoby się w pole dwadzieścia króli i robota by szła aż miło. Pointując: koni na gospodarce nie należy faworyzować.
wtorek, 15 czerwca 2010
cisza.
Hm, faktycznie. Trochę tu zdechło. Trzeba znaleźć jakiś powód tego stanu. Ja myślę, że niemały wpływ ma na to nasze przyszłe wystąpienie z NATO a być może nawet z Unii Europejskiej. Buzek na pewno by pomógł. A tak w ogóle to siedzę i się obżeram - szkoda, że na razie rośnie tylko brzuch i nic nie idzie w cycki. Trzymam się zasady im więcej. Truskawki tego roku jakieś takie marne, jakby z wody wyciągane. Do jedzenia się nie nadają, ale do picia owszem.
wtorek, 1 czerwca 2010
dede.
Subskrybuj:
Posty (Atom)