Chciałem się zastanowić, czy posiadamy jakąś inteligencję emocjonalną. Już nie chodzi o jej nie wiadomo jak wysoki poziom, ale czy w ogóle. Na początek może przedstawię moją autorską interpretację tego pojęcia i nie wykluczone, iż będzie ona błędna, bo dopasowana do własnych potrzeb (?). Zatem Inteligencja Emocjonalna (EQ) to umiejętność rozpoznania i kontrolowania emocji własnych a także umiejętność rozpoznania oraz rozumienia emocji osób trzecich, a służyć ma to poprawie stosunków interpersonalnych. Już tam nieważne, że można obserwować dynamizm grupy bla bla bla. No, według tej definicji należy zacząć od samego siebie, zrobić ze sobą porządek a dopiero potem można spróbować się w relacji z innymi ludźmi. Szczególne wyzwanie stanowi tutaj kontakt z płcią przeciwną, gdyż często występują pewne nieporozumienia i niezwykle trudno jest odgadnąć co czuje druga osoba a już to czego pragnie może wręcz stanowić taką małą tajemnicę ludzkości. Szczególnie tyczy się to kobiet. To znaczy uczucia kobiety są dla mężczyzn tajemnicą. Nie? To może coś mi się pomyliło, ale... tak jest. No nic, mogę teraz zrobić takie małe case study o EQ i może dowiemy się jak to z nami jest. Od razu przepraszam tych, którzy nie podróżują komunikacją miejska. Właściwie w samochodzie czasem też jest podobnie jak wsiądą grube osoby a szerokość samochodu jest niewystarczająca albo na odwrót (?)... Ale do rzeczy, oto studium:
środa, 10 lutego 2010
jaka to yntelygencja?
wytoczył luki 0 komentarze
wtorek, 9 lutego 2010
No i którym lepiej się ogolisz? Tak jak w tej opowieści o Tadku (link na dole) chodzi o twarz. W przypadku jednorazówki musisz się (najlepiej) namoczyć, bo im miększa skóra i zarost tym łatwiej się go pozbyć. Później najlepiej posmarować się jakąś pianką/żelem, co by poślizg ostrza był łatwiejszy. Ludzkość zna przypadki golenia na mydło, ale oczywiście nie polecamy. Teraz dopiero można zacząć merytoryczną część golenia. W jego trakcie należy regularnie przepłukiwać maszynkę w wodzie, bo się zapycha. Na koniec można się polać aftershave'm albo jakimś kremem. Maszynkę elektryczną bierzesz i golisz. Wygodnie. Uzależniające. Trzeba się codziennie golić.
wytoczył luki 0 komentarze
niedziela, 7 lutego 2010
czy lubimy?
Jeszcze w XX w., w ówczesnym ZSRR panowała moda na tzw. psychuszki. Były to zakłady rzekomo psychiatryczne, w których zamykano ludzi, którzy zdaniem władzy nie byli jej przychylni, krytykowali ją. Właściwie nie mieli konkretnego powodu, by zamykać ludzi w więzieniach, więc wysyłali ich do takichże zakładów. Tam lekarze stwierdzali chorobę o nazwie schizofrenia bezobjawowa. Taka zwykła, popularna schizofrenia to m. in.: urojenia, to jest dobre - omamy w postaci głosów komentujących lub dyskutujących, niski poziom aktywności ruchowej. Natomiast jeśli idzie o schizofrenie bezobjawową to myślę, że przebiega ona... bezobjawowo. Zatem bardzo łatwo można było u konkretnego pacjenta stwierdzić obecność tejże choroby psychicznej i zastosować wobec niego leczenie doraźne, na przykład borowanie wolnoobrotowym wiertłem zdrowych zębów. Musiało być niewesoło. Chyba już lepiej byłoby być naprawdę chorym i trafić na "regularne" leczenie. Ja to nawet myślę, że kontakt z taką osobą może być ciekawym doświadczeniem. Może to i niedojrzałe, ale na przykład taki Lot nad kukułczym gniazdem bardzo fajnie się ogląda. Choć to tylko film na pewno po części pokazuje jak takie osoby się zachowują. Do życia w społeczeństwie raczej się nie nadają, ale w szpitalu mógłbym z nimi poprzebywać. Oczywiście w podobnym charakterze jak McMurphy, czyli tego mniej świrniętego. Tacy ludzie nie wydają się jakoś szczególnie niebezpieczni. Pewno się mylę. Jednak ten temat jest ciekawy, gdyż po niespełna trzydziestu latach od powstania (arcy)dzieła Milosa Formana mamy okazję ponownie znaleźć się w zakładzie zamkniętym, w którym rządzi socjopatka grana przez Angelinę Jolie. I chociażby ze względu na tą kreację Przerwana lekcja muzyki warta jest obejrzenia. Odniosłem wrażenie, że akcja obydwu tych filmów dzieje się dokładnie w tym samym miejscu - bardzo podobny układ pomieszczeń, sam wystrój. Sądzę, że ludzie lubią patrzeć na wariatów. Nie wiem, czy pocieszają się w ten sposób, że są normalni, czy wręcz przeciwnie - szukają w sobie cech wspólnych z pacjentami. Już każdy musi sam rozsądzić. Tak czy inaczej, lubimy świrów. Najlepiej takich, którzy robią dużo szumu wokół siebie. Ci, którzy nie współgrają emocjonalnie z otoczeniem spychani są na boczny tor, zapominani i tylko czasami, ktoś zada sobie trud by do nich dotrzeć. Nie oszukujmy się - człowiek smutny (żalowy) szybko się nudzi.
wytoczył luki 0 komentarze
sobota, 6 lutego 2010
odchylenie standardowe, normalnie.
Nie umiesz sobie napisać ściągi to ją sfotografuj przed egzaminem. A my teraz palimy wszystko, co jest związane ze statystyką matematyczną. Rok się za nami ciągnęła, gadzina!
wytoczył luki 1 komentarze
wtorek, 2 lutego 2010
ocb?
Jak się człowiek kładzie wieczorem/w nocy do łóżka to od razu nie zasypia. Przewraca się z boku na bok, wierci, myśli o największych pierdołach. I robi to w pełni świadomie. Jeszcze, bo później następuje faza, którą można nazwać snem na jawie. Niby już się śpi, sen w toku, ale tak naprawdę świadomość jest zachowana. Właśnie w tym momencie przyśniła mi się durna historyjka. Chociaż historyjka to za duże słowo. Dobrze, że w telefonie zapisałem (co jest?! czy ja tam już wszystko zapisuje?) te słowa. Głos mówił: "Niech Wam pomoże Duktas, potężny płyn Lelemis". W powietrzu latała starsza pani z mieczem i coś pisała na bloku, była taka duża. Pamiętam jeszcze diody na autobusie, które tworzyły liczbę 820. Myślę, że mogło to być wywołane przez Świętowita, Peruna lub Swaroga. Niby rodzimowiercy to nieliczna grupa (w porównaniu do całej populacji), ale może ich bogowie mają jakieś nadprzyrodzone (no raczej!) siły i mogą wpływać na wiotkie umysły innowierców, którzy próbują się doń choć trochę zbliżyć. Co prawda imiona, które mnie nawiedziły raczej są fikcyjne... W każdym razie ten sen, bardzo mnie rozśmieszył i mam nadzieje na jakiś ciąg dalszy.
wytoczył luki 6 komentarze
poniedziałek, 1 lutego 2010
nie ma takiego...
Zastanówmy się po co chodzimy na imprezy. Na pewno, żeby się dobrze bawić - pośmiać, powygłupiać i takie tam... Obowiązkowym gościem na każdej imprezie powinien być alkohol, bo później tak się to kończy:
Oj, chyba ktoś usunął w końcu ten wspaniały film z YT. Ciekawe, czy tatuś, czy syn(ek).
Kto zdążył zobaczyć ten pewnie ma teraz uśmiech na twarzy. Chyba, że jest w grupie współczującej. Na szczęście udało mi się materiał w porę zarchiwizować i mogę go jeszcze do woli oglądać. Nosił znamienny tytuł Niezapomniana osiemnastka. Ponieważ film był ściśle związany z balowaniem a ja w ciszy wylewam łzy po jego zniknięciu z sieci, proponuję teraz zastanowić się nad innym problemem. Jest w województwie podkarpackim taka gmina, która zwie się Chmielnik. Nie wiem, czy ma coś wspólnego z produkcją piwa, ale usłyszałem o niej w radiu za sprawą wiatraków (a właściwie turbin wiatrowych), które mają tam zbudować. Chodzi o takie duuże urządzenia, które zamieniają wiatr w energię elektryczną - tak w skrócie działają. Bardzo popularne w Holandii a także na polskim wybrzeżu. Generalnie w miejscach, gdzie jest płasko i wieje. Jaka kwestia wystąpiła w Chmielniku? Turbiny znajdują się zbyt blisko gospodarstw domowych a ich praca niestety nie jest bezszelestna i hałas pochodzący z generatora jest słyszalny w promieniu 300 metrów. Tak się składa, że najbliższa siedziba ludzka (?) znajduje się już w odległości 80 metrów. Akurat w tej relacji, którą słyszałem nie było płaczu, lecz jeśli się tak zastanowić to niewesoło to wygląda. No! A nas raz na jakiś czas boli głowa po imprezie. Co by było, gdyby nad głową takie srogie wiatraki nam śmigały? Do czego byśmy się uciekali? "Nie ma takiego bicia".
wytoczył luki 1 komentarze
niedziela, 24 stycznia 2010
minus.
Miałem kiedyś taki pomysł, żeby zostać motorniczym. Nie pamiętam, czy o tym wspominałem, ale pochwaliłem się kiedyś nim w pewnym gronie i zostałem, łagodnie mówiąc, wykpiony. Gdy się tak dłużej zastanowić, rzeczywiście raczej nie ma dobrych stron takiego stanowiska. Tabor w opłakanym stanie psuje się w nadzwyczajnie dużym odsetku przypadków. Nawet sam miałem ostatnio takie doświadczenie. Wsiedliśmy do 19 na Rynku w Katowicach. Już po paru metrach pojawiło się przeczucie (wywołane szarpaniem podczas ruszania), że do domu tym składem nie dojedziemy. I faktycznie, na przystanku pod Silesią kierowca kazał wszystkim wysiąść po czym sam odjechał... To jest dopiero awario-zagadka! Oczywiście poza narażeniem się na ukamienowanie ze strony pasażerów należy zwrócić również uwagę na zmienne godziny pracy - czasem trzeba zaczynać wręcz w środku nocy. Wszystko to wpływa na szkodliwe warunki pracy a stawka zaszeregowania wcale nie jest taka wysoka. Co mnie właściwie skusiło do rozważań nad tą posadą? Już sam nie wiem. Teraz może mają w kabinach ciepło. Patrząc na termometr, który w słońcu pokazuje -14 stopni można odejść od zmysłów. Wracając pewnego razu do domu ujrzałem w oddali samochód techniczny, taki żółty Star 200 z zabudową typu "siedzą chłopy z narzędziami". Było około godziny 24 a oni jechali, jak sądzę usunąć awarię na torowisku, względnie uszkodzenie trakcji. Panowie korzystają zapewne z tej formy elastycznego zatrudnienia, którą jest praca na wezwanie. Siedzą sobie w domu, czy sutenerze, i piją czekając na telefon. Kierowca oczywiście pije w sposób zrównoważony. Odkłada słuchawkę i pędzą czym prędzej na miejsce zdarzenia. Na podwójnym gazie rozkładają sprzęt i jak muchy w smole próbują uporać się z problemem. Potem tak wygląda, że gdy rano tramwaj przejeżdża odcinek, w którym nasi panowie spawali to ma 97% szans na wykolejenie. I zdąż tu człowieku gdziekolwiek... Wszystkiemu, co ma choćby pośredni związek ze spółką Tramwaje Śląskie mówimy blee.
wytoczył luki 0 komentarze
